Kochani Brodacze (tudzież Włosacze, bez dyskryminacji) nie będę oryginalna pisząc ten tekst. Tak samo jak nie jestem oryginalna nadając ten tytuł. Teraz wszystko jest, cytując G. G. Marqueza, „w czasach zarazy”. Również nasza nieskończona i trochę platoniczna miłość do Waszych bród.

Niestety czuję się zmuszona do puszczenia w eter internetu kolejnej publikacji dotyczącej tego samego, świetnie nam już znanego Koronawirusa wywołującego, jak pewnie wiecie, COVID-19.
Niech podniesie rękę ten, kto tak jak ja uważa, że nazwa ta jest trochę z kosmosu, hm? Zresztą jak i cała ta sytuacja, w którą nas ten oto patogen wrzucił.

Podczas jeszcze niedawnych wizyt śmialiśmy się razem z koronapaniki, co odważniejsi nawet pisali na swoich lustrach o strefie wolnej. I słusznie, trzeba trochę dystansu. Jednak dokąd nas, barberów i Was, klientów ten dystans zaprowadził? Otóż donikąd. Na chwilę obecną i tak panuje powszechne #zostanwdomu i my również w nim siedzimy, próbując nie doprowadzić do powtórki z sytuacji we Włoszech.

W tym czasie chciałam podzielić się z Wami tym jak trudna to dla nas sytuacja. Wierzcie mi lub nie, ale mieliśmy spore opory przed zamknięciem salonu na okres 2 tygodni. Niby niedużo, jednak niemało. Domyślacie się, że dla nas są to pewne straty, ale to nie jedyne co się z tym wiąże. Dużo nas to też kosztuje emocjonalnie, bo jesteśmy mocno związani z miejscem pracy, naszą pasją, tak samo jak z klientami, ich brodami i włosami. To co robimy na co dzień, jest dla nas bardzo ważne. Spotkania z Wami zawsze są owocne, mamy pogadane i postrzyżone, jeśli mogę to tak ująć. I wewnątrz naszej trójki nadal panuje niezgoda co do kierunku tych działań. Siedzimy znudzeni, obserwujemy media i zastanawiamy się po co? A może wcale nie jest tak źle? Przecież u nas to jeszcze nie poziom kilkudziesięciu tysięcy przypadków. A ile osób w tym czasie miało grypę? Czy to ma sens?

Dylematy wewnętrzne są najgorsze. Przecież wszyscy wiemy, że za 1,5 już tygodnia to nie zniknie. Jednak mimo, iż nie jest to film postapo, nie ma co się oszukiwać – prognozy są mało optymistyczne, nie wiadomo jakie to skutki przyniesie, a zarazić się ma 60-70% społeczeństwa, co daje nam (tu trochę z podstaw matematyki sorry) około 4,5-5,3 mld ludzi. Miliarda. Przy umieralności na średnim poziomie 4 % to około 200 mln osób. Nawet na przestrzeni lat to KOSMOS.

Co więc dalej możemy zrobić? Jak żyć, pracować, nie panikować, nie bać się tego co nas czeka?
Najpierw zachowajmy zdrowy rozsądek i podstawowe zasady higieny. Niby takie oczywiste, ale ile osób nie myje rąk nawet po wyjściu z toalety? A tym bardziej tak po prostu po powrocie do domu, czy po przyjściu do barbera. A co większość z nas, uzależniona od codziennego życia robi, gdy jest przeziębiona? Wsiada do autobusu i jedzie do pracy. Mamy teraz idealny moment na to, by nauczyć się jak ważne jest życie i zdrowie nasze, ale i osób w naszym otoczeniu. Nie chcielibyście by Wasz Barber chuchał Wam w twarz grypą, albo zarażał anginą. Nie chcielibyście też, by powikłania po takich chorobach zatrzymały go na kolejne tygodnie w domu. Nie oczekujmy więc od siebie nawzajem braku odpowiedzialności jak do tej pory. Podczas tych dwóch tygodni przygotowujemy się do funkcjonowania w nowej, dziwnej sytuacji.
Gdy już wrócimy do pracy, będziemy prosić Was o zachowanie szczególnej ostrożności i zastosowanie się do nowych zasad przyjmowania klientów, które będą obowiązywały nas wszystkich. Przede wszystkim dbajmy o siebie i nie przychodźmy chorzy. To może tylko katar, ale dziś już wiemy, że nawet kataru nie wolno bagatelizować!

Prosto z dużego pokoju, Wasza Barber Niebieska